15 sierpnia 2015

LAST MINUTE – WRAŻENIA KULINARNE Z MADERY

Pełnia lata! Wakacje, marzenia o górach i morzu, całkowicie zawładnęły moją wyobraźnią na początku sierpnia do tego stopnia, że się spełniły. Okazja wyjazdu na rajską wyspę Maderę pojawiła się zupełnie przypadkiem. Decyzja zapadła
w przeciągu kilku godzin. To było prawdziwe last minute! Zorganizować wszystko w tak krótkim czasie było wyzwaniem, ponieważ, tylko dwa dni przed odlotem dowiedziałam się od takiej możliwości wyjazdu, a że koszty spadły o połowę stwierdziłam, że takiej okazji nie przepuszczę, i tak o to los mi podarował wyjątkowa okazję, cudowny tydzień na środku Atlantyku. Madera, największa wyspa Archipelagu Madera (740 km²), geograficznie należąca do do Makaronezji, czyli grupy wysp wulkanicznych do których zalicza się  Azory, Wyspy Kanaryjskie i Wyspy Zielonego Przylądka, leży około 520 km od Afryki i 1000 km od Europy. To wiecznie zielona, górzysta i przepiękna, dzika i malownicza wyspa, nazywana krainą wiecznej wiosny. Wszystko to zawdzięcza łagodnemu podzwrotnikowemu klimatowi a także prądom morskim ciepłemu Golfsztromu i zimnemu Kanaryjskiemu, które sprzyjają rozwojowi roślinności. Dodatkowo wpływ ma szerokość geograficzna oraz rzeźba terenu (górzysta). Czynniki te powodują, że na Maderze można podziwiać wspaniałe sterilcje  królewskie, draceny smocze, eukaliptusy, trzeciorzędowe lasy wawrzynowe wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO oraz rozkoszować się smakiem wspaniałych owoców tropikalnych: mango, cherimoji, pitangi, aromatycznych miniaturowych bananów. 

Różne gatunki marakuji, cherimoji oraz owoc w kształcie szyszki, czyli ananas bananowy fruta deliciosa
Owoce i warzywa na targu Mercados des Lavradodres w Funchal
Jednak wśród owoców zdecydowanie króluje marakuja, czyli męczennica jadalna lub passion fuit, na Maderze występuje aż 28 jej gatunków.

Kwitnący bananowiec z dojrzewającymi banankami

Mnie urzekły małe bananki, które zniewalały aromatem, soczystością i słodyczą, co zawdzięczają regularnemu podlewaniu i zrywaniu owoców dopiero gdy dojrzeją. W odróżnieniu do tych które znamy z Ameryki Południowej są o 3 cm krótsze, dlatego nie spełniają norm stawianych przez Unię Europejską. Uprawia się je na skalnych tarasach, choć podobno plantacji jest coraz mniej, ponieważ lokalni rolnicy nie wytrzymują presji cenowej wywieranej przez Amerykę Płd.

Skalne tarasy porośnięte przez bananowce w Camara do Lobos. Photo by lodzoo

Maderyjska kuchnia jest bardzo prosta lecz niezwykle smaczna, dlatego tak mnie urzekła. Do tradycyjnych potraw należy  bolo do caco, jest to przystawka w postaci chlebka wypiekanego na bazaltowym kamieniu, podawanego z masełkiem czosnkowym oraz natką pietruszki, czasem nadziewany boczkiem, chorizo lub tuńczykiem. Ja zasmakowałam w nadzieniu z chorizo. 

Bolo do caco z chorizo i masełkiem czosnkowym oraz wino Madera
Kolejną charakterystyczną potrawą, która mnie już pierwszego dnia wprawiła w błogi stan to espada com banana, czyli panierowany fliet z pałasza, podawany z smażonym na masełku bananem. Pałasz nie jest piękna rybą co widać na zdjęciu. Jego mięso jest jednak bardzo delikatne i smaczne, a połączenie z  owocami daje świetny efekt. Ryba ta osiąga długość 2 m, jest długa i czarna, pysk ma pełen ostrych, wielkich zębów. Pałasz poławiany jest z głębokości 1 km. Madera jest jednym
z dwóch miejsc na  świecie, gdzie  pałasza się  odławia.

Espada — Pałasz
Do charakterystycznych produktów, którego niestety nie zdążyłam skosztować jest bacalhau, czyli suszony i solony dorsz, znany u nas jako sztokfisz. Złowione w Atlantyku dorsze są oprawiane a następnie suszone na słońcu. Kutry obwieszone płatami tego dorsza widziałam w miejscowości Camara de Lobos. 

Kutry w Camara do Lobos, obwieszone oprawionymi dorszami. Photo by lodzoo
Bacalhau, czyli suszony dorsz

Maderyjskie słodkości są tak rozkoszne że trudno sobie ich odmówić, wypieka się tu tradycyjne bolo de mel, czyli  ciasto miodowe, które jest ciemno brązowe, wilgotne, ciekawostką jest to, iż wcale nie zawiera miodu tylko melasę, czyli miód z trzciny cukrowej, smakiem przypomina piernik. Popularne są także  niewielkie serniczki oraz babeczki z budyniowym nadzieniem nazywane pasteles de nata. Typowym deserem, który mnie zniewolił swym smakiem to pudim de maracuja, czyli orzeźwiający  budyń z marakujii. 
Jak wiecie Madera słynie z wina Madera, mnie ono jednak jakoś specjalnie nie pociąga, więcej jest tu win z kontynentu tzn. Portugalii z tych degustowałam vinho verde. Jest to młode wino (9-18 miesięcy) i wcale nie oznacza koloru wina. Próbowałam natomiast miejscowego piwa z gatunku Coral Branca.

Lokalny drink poncha w Sunny Bar, Camara do Lobos

Z lokalnych trunków, przyznaję, podbił mój smak  orzeźwiający bimber z trzciny cukrowej, miodu, cukru trzcinowego oraz marakuji tzw. poncha a także popularny drink NIKITA, wymyślony w pubie Sunny Bar w Camara do Lobos, w jej skład wchodzi białe wino lub piwo (niekoniecznie), lody waniliowe, zmiksowane kawałki ananasa i cukier trzcinowy.

Lokalny drink NIKITA. Photo by lodzoo

Oczywiście  o sangrii nie zapomniałam, podano mi ją z dodatkiem winogron, melona oraz pomarańczy. Podczas pobytu nie zdążyłam spróbować cataplany, jednogarnkowej potrawy i wielu innych smakowitości, ale Madera tak mnie urzekła, że na pewno na nią wrócę i wtedy dokończę mój podbój kulinarny.

Poncha z marakują, na górze Monte w Funchal
Pisząc post, wspierałam się danymi z przewodnika o Maderze wydawnictwa Pascal.

6 komentarzy:

Zulu k pisze...

Ach, jak ja bym teraz zjadła te cudowne owoce :} I świeże rybki, zazdroszczę cudownej wycieczki ! Pozdrawiam :)

Natalie pisze...

Pozazdrościć! W takim owocowym raju to chciałabym być :)
http://rankiemwszystkolepsze.blogspot.com/

Drink Eat Live pisze...

Wszystkim, zdecydowanie polecam Tę wyspę:))

Gosia Szulc pisze...

ile pysznego jedzenia! chcę tam :)

domowacukierniaewy.blox.pl pisze...

Ale tam pięknie i smacznie :-)

Angelika i Monika Candy Pandas pisze...

Jej ale byśmy się tych wszystkich owoców na próbowały :D Wspaniały wyjazd :)